Wiadomości z tagiem Wi-Fi  RSS
Hama Basic – tani oczyszczacz powietrza dla alergików

30.06.2022 18:47


Hama Basic tani oczyszczacz powietrza dla alergików
Hama ma w swojej ofercie kolejny oczyszczacz powietrza. Basic to niedrogie urządzenie, które wiosną i latem może być wybawieniem dla alergików.
Powietrze w naszych domach nie zawsze jest tak czyste, jak byśmy tego chcieli. Są w nim wirusy, kurz, pyłki, roztocza, bakterie, dym tytoniowy oraz sierść zwierząt. Efektem tego w dłuższym okresie czasu mogą być alergie, astma i inne problemy zdrowotne. Wiosna czy początek lata przez bezustanne pylenie z kwitnących drzew czy kwiatów to też koszmar dla alergików. Z tym wszystkim ma sobie poradzić nowy oczyszczacz powietrza firmy Hama.
 
 
Hama Basic to urządzenie zostało zamknięte w szaro-metalicznej podłużnej obudowie, pokrytej połyskującym lakierem, która bez problemu powinna wtopić się w otoczenie pozostałego sprzętu RTV. Ma 20 cm głębokości, 33 cm szerokości i 60 cm wysokości, przy 5,8 kg masy. Ze względu na swój na rozmiar i specyfikację techniczną (nominalna moc 55 W) powinno sobie poradzić z oczyszczaniem powietrza według normy NRCC-54013-2011 w pomieszczeniu o wielkości do 52 m2, a zgodnie z normą ANSI/AHAM AC-1 2015 do 17 m2.
Nowy oczyszczacz ma poczwórny system filtracji, a ze swojego zadania wywiązuje się poprzez wielokrotne filtrowanie filtrem wstępnym, EPA E11 oraz filtrem z węglem aktywnym z dodatkową warstwą zimnego katalizatora. Filtr wstępny służy do usuwania z powietrza kurzu i sierści, filtr EPA stosuje się do usuwania wirusów, bakterii, drobnego pyłu i pyłków, a rolą filtra z węglem aktywnym z warstwą zimnego katalizatora jest pozbywanie się zapachów i gazów odlotowych, na przykład formaldehydu.
Hama Basic widok ogólny
Zwiększona moc urządzenia to wynik jonowego oczyszczania. Najdrobniejsze cząsteczki łączą się w duże grupy, które mogą być łatwiej filtrowane. Nie można zapomnieć o jego funkcji anionowej. Oczyszczacz generuje jony ujemne (aniony) i niewielkie ilości ozonu. Aniony wiążą się z dodatnio naładowanymi cząsteczkami brudu, pozbywając się ich.
Jak podaje producent, jego niedrogi oczyszczacz powinien się sprawdzić w przypadku alergików i osób narażonych na emisje gazów. Jest on w stanie usunąć z powietrza w pokoju 99,2% wszystkich wirusów, pyłków i innych alergenów, takich jak sierść zwierząt, kurz domowy i zanieczyszczenia o wielkości do 0,3 µm. Hama Basic może się pochwalić wydajnością oczyszczania na poziomie 250 m3/h w pomieszczeniach o powierzchni do 65 m2. Specjalny czujnik analizuje stan zanieczyszczenia powietrza w domu i automatycznie ustawia odpowiednią prędkość obrotową wentylatora do usuwania cząsteczek. Da się go też oczywiście regulować samodzielnie.
Użytkownik może liczyć na wygodną zdalną obsługę. Za pomocą aplikacji Hama Smart Home w jego zasięgu jest sterowanie oczyszczaczem powietrza smartfonem czy tabletem z każdego miejsca w swoich czterech kątach o każdej porze dnia lub nocy. Producent pomyślał również o obsłudze asystentów głosowych Amazon Alexa i Google Assistant. Do zestawu dostajemy też pilot zdalnego sterowania. Co więcej, kontroler tworzy bezpośrednie połączenie Wi-Fi z routerem, co zapewnia możliwość łączenia z innymi inteligentnymi urządzeniami, na przykład systemem sterowania ogrzewaniem.
Kolejnym atutem nowego oczyszczacza jest jego cicha praca. Głośność wynosi 50 dB w trybie standardowym i 40 dB w trybie snu. W tym drugim wyświetlacz zostanie wyłączony, aby żadne źródło światła nie zakłócało odpoczynku.
Sterować urządzeniem możemy też dotykowo na ekranie LED. Wyświetlacz pokazuje między innymi wybrany tryb działania, temperaturę w stopniach Celsjusza, aktualny stan czystości powietrza i potrzebę wymiany filtra, którego żywotność – w zależności od intensywności użytkowania  - wynosi od 6 do 12 miesięcy. Nie mogło tu też zabraknąć funkcji timera z możliwością zaprogramowania działania od 1 do 12 godzin.
Hama Basic wyświetlacz

Dostępność i cena


Oczyszczacz powietrza Hama Basic jest dostępny w działających w Polsce sieciach handlowych. Sugerowana cena detaliczna urządzenia wynosi 349 zł. Za około 84,90 zł można dokupić osobny filtr, który znajduje się również w komplecie razem z oczyszczaczem.
 
 

VoLTE w roamingu? Orange już to ma

29.06.2022 18:15


Orange VoLTE roaming międzynarodowy
Orange Polska zaczął oferować usługę VoLTE swoim klientom podróżującym po świecie i korzystającym z roamingu międzynarodowego. Na początek sieć komórkowe w USA, ale z czasem technologia ta będzie wdrażana również w innych krajach.
Coraz więcej operatorów komórkowych na świecie myśli o wyłączeniu sieci 3G i przeznaczeniu uwolnionych w ten sposób zasobów radiowych na rzecz nowszych technologii komunikacyjnych. Robią to również partnerzy roamingowi Orange Polska. Z tego powodu pomarańczowy operator rozpoczął wdrażanie technologii VoLTE w roamingu międzynarodowym.
 
 
Zazwyczaj po wyłączeniu 3G klienci Orange mogą korzystać z pasm GSM i LTE. Korzystanie z roamingu przy wyłączonym 3G przebiega inaczej niż standardowo. Jeżeli nie masz VoLTE, to telefon podczas odbierania przełączy się do sieci 2G, co spowoduje słabszą jakość połączeń i brak transmisji danych podczas rozmów. Wi-Fi Calling przy połączeniach głosowych w roamingu działa bez zmian.

– czytamy na stronie orange.pl
Pierwszą zagraniczną siecią komórkową, w której klienci Orange mogą korzystać w ramach roamingu z technologii VoLTE, jest AT&T w Stanach Zjednoczonych. Wdrożenie nastąpiło 27 czerwca 2022 roku. Z czasem lista partnerów roamingowych Orange, w których sieciach klienci operatora będą mogli korzystać z VoLTE, ma się wydłużyć.

VoLTE w roamingu


Aby móc korzystać z VoLTE w roamingu, należy mieć telefon z obsługą tej technologii w Orange, kartę SIM LTE oraz aktywną usługę VoLTE. Trzeba też wyłączyć usługi, które wykluczają korzystanie z VoLTE w Orange. Są to:
  • Orange Ekstra Numer,
  • Nowa Orange Strefa,
  • Strefa stacjonarna Ekstra,
  • Strefa Firmowa,
  • Numer osobisty,
  • Stała prezentacja numeru głównego Wirtualna Centralka Orange,
  • Filtr roamingowy,
  • Poczta głosowa w roamingu.

Gdy jesteś w roamingu i rozmawiasz przez Wi-Fi Calling, to po utracie zasięgu Wi-Fi połączenie będzie rozłączone, żeby cię ochronić przed kosztami rozmowy wg cennika roamingowego. Gdy jesteś w roamingu i rozmawiasz przez VoLTE, musisz zakończyć połączenie, żeby zacząć rozmawiać przez Wi-Fi Calling.

– wyjaśnia Orange Polska
 
 

Źródło: www.telepolis.pl

Galaxy XCover6 Pro z niespodziewaną premierą. Nie wiemy tylko jednego

29.06.2022 16:17


Galaxy XCover6 Pro
Samsung przedstawił zapowiadany już od jakiegoś czasu wzmocniony telefon Galaxy XCover6 Pro. Chociaż premiera tego modelu miała się odbyć dopiero w połowie lipca, już teraz urządzenie pojawiło się na stronach producenta.
Samsung Galaxy XCover6 Pro to kontynuacja wcześniejszych modeli ze wzmocnionej serii XCover – koncepcja więc się nie zmieniła, jest to model relatywnie lekki (235 g) i płaski (wymiary: 168,8 x 79,9 x 9,9 mm), ale przy tym dostosowany do nieco trudniejszych warunków użytkowania. Telefon jest zgodny z normą pyło- i wodoszczelności IP68, przeszedł też testy militarne w specyfikacji MIL-STD-810H, a jego ekran chroniony jest za pomocą szkła Corning Gorilla Glass Victus+.
Samsung zaprojektował model Galaxy XCover6 Pro przede wszystkim jako narzędzie do pracy terenowej, dla pracowników firm, którzy działają w trudnych warunkach, np. w magazynach, logistyce czy warsztatach, a nawet dla służb, jak straż pożarna.
Galaxy XCover6 Pro wyposażony jest w ekran PLS LCD o przekątnej 6,6 cala i rozdzielczości Full HD+ (1080 x 2408) z odświeżaniem 120 Hz. Specjalna funkcja zwiększonej czułości pozwala na obsługę w rękawiczkach.
Za szybką pracę odpowiada Snapdragon 778G (6 nm, do 2,4 GHz) – układ niezbyt nowy, ale sprawny i będący dużym plusem w porównaniu do słabych Exynosów z poprzednich generacji XCover. Dostępna pamięć RAM 6 GB to niewiele, ale również więcej niż w starszych modelach. Do tego użytkownik otrzymuje 128 GB pamięci wewnętrznej oraz opcję zamontowania karty microSD o pojemności do 1 TB.
Galaxy XCover6 Pro
XCover6 Pro  zapewnia łączność LTE i 5G, działa w sieciach Wi-Fi 6E (802.11  a/b/g/n/ac/ax, 802.11 mc), z akcesoriami komunikuje się przez Bluetooth v5.2, nie zabrakło też NFC. Samsung przygotował wersję z jednym tylko SIM-em, ale też Dual SIM. Pozycjonowanie satelitarne zapewnia odbiornik łączący systemy GPS, Glonass, Beidou, Galileo i QZSS.
Komunikację kablową umożliwia USB 3.2 Gen. 1 typu C. Na obudowie znalazło się też miejsce na wyjście audio 3,5 mm oraz dodatkowy klawisz do szybkiego uruchamiania aplikacji specjalnych.
Galaxy XCover6 Pro
Z tyłu obudowy znalazły się dwa aparaty – 50 Mpix (f/1,8) oraz szerokokątny 8 Mpix (f/2,2). Do zdjęć selfie służy moduł 13 Mpix (f/2,2). Główny aparat pozwala nagrywać wideo 4K w 30- kl./s.
Bateria 4050 mAh nie jest zbyt duża, ale można ją samodzielnie wymienić i włożyć zapasową. Smartfon można ładować także przez złącze POGO Pin, więc nie trzeba używać do tego typowej ładowarki, lecz na przykład można użyć stacji dokującej Moc ładowania to zaledwie 15 W.
Galaxy XCover6 Pro
Galaxy XCover6 Pro pracuje pod kontrolą Androida 12 z nakładką One UI. Producent dołożył też kilka funkcji, przydatnych w firmach: obsługę trybu Samsung DeX, platformę zabezpieczeń Knox czy wyspecjalizowane aplikacje, jak Knox Capture (do skanerów kodów kreskowych) czy komunikator push-to-talk. Możliwości smartfonu mają też zwiększać dodatkowe akcesoria jak jeszcze mocniejsze etui, słuchawki PTT czy zaczepy na paski.
Kup teraz - zapłać później
od 1659,00 zł na ceneo

 
 

Źródło: www.telepolis.pl

Microsoft stworzył laptop niemal doskonały. Można się zakochać

28.06.2022 18:26


Microsoft wzbogacił swoją ofertę komputerów Surface o konwertowalny Laptop Studio. Model ten powstał z myślą o wydajnej pracy, ale można z niego korzystać także w bardziej przyjemny sposób.
Surface Laptop Studio to wprowadzony w tym roku na polski rynek nowy, konwertowalny komputer firmy Microsoft. Oferuje on swoim użytkownikom unikalną konstrukcję, która pozwala łatwo zmienić laptop w tablet czy urządzenie do korzystania z multimediów. Wewnątrz obudowy, wykonanej ze stopu magnezu i aluminium, pracują wydajne podzespoły, dzięki którym urządzenie to świetnie nadaje się do pracy, ale można na nim uruchomić również gry (szczególnie na modelu z dodatkową kartą graficzną GeForce).
Świetny wygląd i wydajna praca to oczywiście nie jedyne zalety testowanego przeze mnie laptopa. O wszystkich, które znalazłem, dowiesz się z poniższej recenzji, do której przeczytania i komentowania zapraszam. Pokażę w niej również to, jak Surface Laptop Studio wypada w codziennym użytkowaniu.
Microsoft Surface Lapto Studio tablet

Specyfikacja laptopa:

  • Obudowa ze stopu magnezu i aluminium, kolor Platinum (platynowy),
  • Wymiary: 323,28 x 228,32 x 18,94 mm, masa 1820,2 g,
  • Podświetlana klawiatura QWERTY, touchpad,
  • Zawias Dynamic Woven Hinge, umożliwiający obrót ekranu o 180°,
  • 14,4-calowy wyświetlacz PixelSense Flow o rozdzielczości 2400 x 1600 pikseli (201 ppi), do 120 Hz, 10 punktów dotyku, Dolby Vision, powłoka błyszcząca,
  • Obsługa protokołu Microsoft Pen Protocol i pióra Surface Slim Pen 2,
  • Czterordzeniowy procesor Intel Core i7-11370H (3,3 GHz, maks. 4,8 GHz, 12 MB Cache L3, 10 nm),
  • Grafika Intel Iris Xe + Nvidia GeForce RTX 3050 Ti z 4 GB pamięci GDDR6,
  • 16 GB RAM-u LPDDR4X, dysk SSD 512 GB,
  • Gniazda i porty: 2 x USB-C z USB 4/Thunderbolt 4, Jack 3,5 mm (słuchawki + mikrofon), Surface Connect,
  • Łączność: Wi-Fi 6 (802.11ax), Bluetooth 5.1,
  • Kamera 1080p zgodna z Windows Hello, dwa mikrofony studyjne dalekiego zasięgu, głośniki Omnisonic z Dolby Atmos,
  • Czujniki: akcelerometr, żyroskop, magnetometr i czujnik światła otoczenia,
  • Wbudowany akumulator o pojemności 58 Wh, do 18 godzin pracy,
  • Zasilacz sieciowy 102 W z dodatkowym gniazdem USB-A,
  • System operacyjny Windows 11 Home 64-bit (22000),
  • Cena: 10099 zł.

Microsoft Surface Laptop Studio tył

Zestaw testowy


Microsoft Surface Laptop Studio przyjechał do mnie w opakowaniu sprzedażowym, czyli kartonowym pudełku w kolorze białym. W jego wnętrzu, oprócz komputera, znalazła się ładowarka sieciowa z odłączanym przewodem zasilającym oraz krótka instrukcja obsługi. Dodatkowo otrzymałem również pióro Microsoft Surface Slip Pen 2 oraz ładowarkę indukcyjną do tego akcesorium.

Źródło: www.telepolis.pl

UPC wprowadza VoLTE i Wi-Fi Calling. Wszystko dzięki Play

28.06.2022 9:06


logo UPC
Należąca do Play marka UPC ogłosiła wprowadzenie usług VoLTE i Wi-Fi Calling w komórkowych ofertach operatora.
Jak podaje UPC, wszyscy klienci usługi komórkowej tego operatora mogą już korzystać z usługi VoLTE, pozwalającej na realizowanie połączeń głosowych najwyższej jakości w technologii LTE. 
Jednocześnie, klienci UPC zyskali także dostęp do Wi-Fi Calling – usługi umożliwiającej realizację połączeń głosowych poprzez sieć Wi-Fi, bez konieczności instalowania dodatkowych aplikacji czy komunikatorów w telefonie.
Korzystając z VoLTE w UPC, klient nie ponosi żadnych dodatkowych kosztów.  Połączenia realizowane z wykorzystaniem tej technologii rozliczane są jak zwykłe połączenie głosowe. VoLTE dostępne jest również w roamingu międzynarodowym.
UPC nie pobiera też opłat za możliwość korzystania z Wi-Fi Calling, a rozmowa czy SMS/MMS wykonane przez Wi-Fi Calling rozliczane są zgodnie z cennikiem oferty, z której korzysta klient – zawsze tak jak rozmowa albo wiadomość wykonana z Polski.
 

Jak włączyć VoLTE i Wi-fi Calling w UPC?


Technologia VoLTE jest udostępniona automatycznie dla wszystkich klientów usługi komórkowej UPC. Warunkiem dostępności VoLTE jest jednak posiadanie telefonu, który wspiera tę technologię. Aktualna lista telefonów wspierających VoLTE dostępna jest na stronie Playa, który dostarczył tę usługę do UPC:
  • https://www.play.pl/uslugi/volte. 

Jeżeli więc VoLTE działa w fioletowej sieci, zadziała też w UPC. Lista obejmuje telefony z gwarantowaną obsługą tego rozwiązania, ale może być też dostępna na urządzeniach spoza niej.  
Korzystanie z VoLTE może wymagać zaznaczenia odpowiedniej opcji w ustawieniach, podobnie jest z Wi-Fi Calling.
 
 

Źródło: www.telepolis.pl

Nowe PlayStation Plus w akcji. Zapłaciłem za butik, dostałem dyskont

24.06.2022 17:24


Sprawdziłem w akcji nowe PlayStation Plus. Liczyłem na więcej. Dużo więcej.
Starożytni Grecy wierzyli, że na początku był Chaos. Dopiero z niego powstali Bogowie i cały znany nam świat. Nie ma to rzecz jasna większego znacznia – po prostu szukam dobrego momentu, który można by uznać za początek wojny między PlayStation i Xboksem. Tak naprawdę jednak interesuje nas to, co miało miejsce nieco później. Konkretnie w 2017 roku, kiedy to Microsoft wprowadził usługę Xbox Game Pass.
Game Pass zmienił zasady gry. Od teraz gracze, którzy chcieli pograć na konsoli Microsoftu, nie musieli już kupować każdej gry osobno. Zamiast tego mogli opłacać niedrogą subskrypcję, która gwarantowała im dostęp do bogatej biblioteki tytułów dostępnych od zaraz na wyciągnięcie ręki. A co w tym czasie mieli do dyspozycji posiadacze PlayStation? Abonament PlayStation Plus z trzema darmowymi grami na miesiąc i usługę streamingu PlayStation Now. Albo – co jest bardziej prawdopodobne – tylko PlayStation Plus, bo Now przez lata dostępny był raptem na kilku rynkach i nic nie wskazywało na to, żeby miało się to kiedykolwiek zmienić.
Tak czy inaczej oferta subskrypcyjna Sony na tle rywala zaczęła się prezentować dość biednie, a gracze to dostrzegali. Na odpowiedź trzeba jednak było czekać aż pięć lat, ponieważ dopiero teraz debiutuje zupełnie nowe, przeprojektowane PlayStation Plus, które raz na zawsze pokaże Microsoftowi, gdzie jego miejs…
W tym miejscu autor tekstu nie umiał się powstrzymać i wybuchnął salwą śmiechu. Do pisania artykułu wrócił po ok. dziesięciu minutach.
Wybaczcie. Problem w tym, że jeśli nowe PlayStation Plus faktycznie jest „nowe”, to ze mnie jest anorektyk. A zdecydowanie nie jest – dowody znajdziecie na naszym kanale youtube’owym. Sony postanowiło ujednolicić nieco swoją ofertę, łącząc PlayStation Plus i PlayStation Now w jedną subskrypcję. Bo w sumie tym w praktyce jest nowe PlayStation Plus – nieco bardziej zawiłym rebrandingiem. Dla Polaków jednak jest to pewna nowość, ponieważ do tej pory do PlayStation Now i streamingu gier nie mieliśmy dostępu. Ale czy jest się z czego cieszyć?

Nowe szaty króla


I tu powoli dochodzimy do meritum. Nowe PlayStation Plus właśnie wystartowało, a ja miałem okazję sprawdzić je w akcji. Pierwsze wrażenia? „Meh.”
Ale po kolei. Przede wszystkim wybaczcie ten przydługi wstęp, jednak wydaje mi się, że szerszy kontekst jest w tym wypadku dość istotny. Sony pali się grunt pod nogami. Game Pass może nie pogrążył sprzedaży PlayStation 5, ale to mocny argument w rękach Microsoftu, na który Japończycy nie mieli dotąd odpowiedzi. Odpowiedzi, na którą liczyli sami gracze. Na pewno dało się to wyczuć, czytając sekcje komentarzy w branżowych mediach i na portalach społecznościowych. Nowe PlayStation Plus miało być właśnie taką odpowiedzią. Nawet jeśli Sony nigdy tak tego nie komunikowało (całkiem rozsądnie), to w ten sposób było, jest i będzie ono postrzegane przez użytkowników.


Ta świadomość siedziała mi gdzieś z tyłu głowy od pierwszych chwil, kiedy wczoraj, krótko po północy mój dotychczasowy abonament PlayStation Plus został przekształcony w PlayStation Plus Essential. Odbyło się to całkiem bezproblemowo i pewnie nawet bym tego faktu nie odnotował, gdybym nerwowo nie odświeżał interfejsu konsoli (nie oceniajcie – to na potrzeby artykułu 😅). Kilka kliknięć i udało mi się dokopać do menu, w którym mogłem dokonać upgrade’u do wariantu Extra lub Premium.
Oczywiście wybrałem ten ostatni – choćby po to, żeby sprawdzić wszystko, co nowe PlayStation Plus ma do zaoferowania. Jako że moja aktualna subskrypcja kończyła się 14 lipca 2022 roku, koszt migracji do wyższego poziomu wyliczono na 24,18 zł. Dla mnie układ idealny. Zapłaciłem grosze, a 22 dni to dość czasu, żeby sprawdzić, z czym to się je i podjąć decyzję, co dalej. Podejrzewam jednak, że gdyby do końca subskrypcji zostało nieco dłużej, to wcale do śmiechu by mi nie było.

Bo liczy się ilość, a nie jakość


No dobra, to co dostałem dzięki upgrade’owi? Przede wszystkim pokaźną bibliotekę gier na PlayStation 4 i 5 dostępnych od ręki dla każdego użytkownika. Jest ich sporo – sam naliczyłem niecałe 360 tytułów. Wśród takiego mrowia gier każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Sam np. ucieszyłem się na okazję, by w końcu ograć dwie pierwsze części The Dark Pictures Anthology i Bloodstained oraz wrócić do klasycznych odsłon Final Fantasy. Podejrzewam jednak, że generalnie większą atrakcją będą tytuły pokroju remastera Demon’s Souls czy Assassin’s Creed: Valhalla, a więc stosunkowo świeże tytuły AAA.
Ale… no właśnie. „Stosunkowo” świeże. Nowości w dniu premiery tutaj nie znajdziemy, o czym Sony samo kilkukrotnie uprzedzało. Podobnie próżno szukać niezależnych hitów Internetu pokroju Unpacking, Death’s Door czy Tunic, w które jeszcze niedawno zagrywali się posiadacze Game Passa. Ogólnie rzecz biorąc cała biblioteka PlayStation Plus Extra kojarzy mi się raczej z ofertą dyskontu, gdzie opłacalność liczona jest w przeliczeniu na ilość towaru, ale niekoniecznie jakość.


Tak ogólnie to rzecz jasna nic złego. Podejrzewam, że dla niedzielnych graczy i osób zaczynających swoją przygodę z PlayStation taka oferta może się nawet wydawać atrakcyjna. Tyle tylko że dostęp do biblioteki PlayStation Plus Extra kosztuje na rok 400 zł – prawie dwa razy więcej niż podstawowy pakiet Essential. Szczerze? Nie jestem przekonany, czy warto dopłacać. Jeśli faktycznie zależy Wam na oszczędnościach, znacznie lepszym pomysłem wydaje się zainwestowanie tych 160 zł różnicy podczas wyprzedaży.
Ale załóżmy, że jesteście gotowi zapłacić za droższy pakiet. Może w takim razie lepiej będzie wybrać od razu PlayStation Plus Premium? Roczna subskrypcja kosztuje 480 zł, a więc raptem 80 zł więcej niż Extra. No i tutaj znajdziemy te bardziej intrygujące nowości: bibliotekę klasycznych gier oraz streaming. Nie ukrywam, że to właśnie na te funkcje czekałem najmocniej.

To dla kogo jest ten streaming?


W szczególności zacierałem sobie rączki na streaming. Od dawna nie mam gamingowego peceta, za to mam szybki Internet i router z Wi-Fi 6. Mam też smartfona z dokupionym do niego dedykowanym kontrolerem oraz komputer z systemem macOS. Normalnie modelowy klient rodem z artykułu promującego streaming gier. I wiecie co? I gó… ekhm, „i nic z tego”. Strumieniowanie gier w PlayStation Plus Premium dostępne jest wyłącznie na konsolach PlayStation oraz komputerach z Windowsem.
W czasach, kiedy Microsoft, Google i NVIDIA zachwalają streaming gier jako świetną alternatywę dla osób, które nie mają dedykowanego sprzętu do grania, PlayStation pozwala na strumieniowanie gier wyłącznie na urządzeniach, gdzie te gry i tak są dostępne. Geniusz. Czysty geniusz. 
Do głowy przychodzi mi tylko jedno sensowne zastosowanie dla streamingu w tej formie: potencjalna oszczędność miejsca na dysku oraz szansa na sprawdzenie gier bez konieczności ich pobierania. Ale nawet tutaj mając szybki Internet, żonglowanie zainstalowanymi tytułami wydaje się na dłuższą metę wygodniejsze. A przecież bez szybkiego Internetu do strumieniowania gier nawet nie ma co podchodzić.
Trzeba natomiast oddać, że samo strumieniowanie działa całkiem sprawnie. Jakość obrazu jest zupełnie przyzwoita, a opóźnienia w przypadku połączenia przewodowego w tandemie ze światłowodem były minimalne. Nie mówię, że nie było ich wcale. Jeśli jesteście na takie rzeczy wrażliwi, pewnie tych parę klatek poślizgu wyczujecie od razu, ale bądźmy szczerzy – nie dla takich osób przygotowano tę usługę. Nie wiem, dla kogo tak właściwie ją przygotowano, ale na pewno nie dla takich osób. 


Streaming to też jedyny sposób, by na PlayStation 4 oraz 5 pograć w klasyki z PlayStation 3. Tych w ofercie jest całkiem sporo i na papierze wydaje się to doskonałe rozwiązanie, żeby odświeżyć sobie np. pierwsze Red Dead Redemption. Tylko jest problem – gry w ramach streamingu działają na oryginalnym sprzęcie. Żadnego upscalingu, żadnych usprawnień. Zamiast tego czekają na nas długie czasy ładowania, niskie rozdzielczości i spadki framerate’u. Powrót do przeszłości pełną gębą.

Klasyka dla o(d)pornych


Zresztą temat klasycznych gier w ofercie PlayStation Plus Premium wydaje się ogólnie potraktowany po macoszemu. Tytuły z PSX działają poprawnie, ale jest ich raptem garstka. Do tego wiele z nich to wersje PAL w 50 Hz, co potrafi rodzić problemy związane z płynnością animacji i responsywnością sterowania. Gry z PS2? W abonamencie dostajemy wyłącznie kilka tytułów wydanych jeszcze w czasach PlayStation 4 w ramach inicjatywy PlayStation 2 Classics. Zresztą tutaj także nie obyło się bez wpadki z wykorzystaniem wersji PAL i związanych z tym problemów. 


O grach na PSP nawet się nie wypowiadam, bo ich nie znalazłem. To znaczy, nie w sekcji przeznaczonej dla klasycznych gier, bo kilka tytułów znalazło się w kolekcji PlayStation Plus Extra. Były to jednak remastery z czasów PlayStation 4.
W ogóle sposób, w jaki oferta klasyków została skatalogowana, woła o pomstę do nieba. Chcecie się dowiedzieć, na jaką platformę oryginalnie ukazał się dany tytuł? To macie pecha, bo jej tu nie ma – a jeśli już, to głęboko zakopana. Chcecie wyfiltrować gry z pierwszego PlayStation? Nope, nie ma takiej opcji. Interesuje Was, na jakiej podstawie część remasterów pojawiła się w katalogu PlayStation Plus Extra, a część trafiła wyłącznie do droższego Premium? Mnie też, bo nie widzę tu absolutnie żadnego klucza.


Generalnie szkoda, że temat klasycznych tytułów potraktowano w ten sposób. Jest to usługa dodatkowo płatna, zarezerwowana wyłącznie dla najwyższego progu subskrypcji. Można pomyśleć, że mamy tu do czynienia z ofertą skierowaną do pasjonatów. Dało się z tego rewelacyjne narzędzie do celebrowania historii PlayStation – dodać do każdej gry krótką notkę historyczną, stworzyć kolekcje tematyczne ukazujące rozwój kultowych serii oraz całych gatunków itd. Nie, zamiast tego dostaliśmy zbitek starych, kiepskich portów oraz remasterów tylko po to, by czymś uzasadnić wyższą cenę pakietu Premium. Wiem, że się powtarzam, ale Microsoft robi to lepiej. Ba, nawet Nintendo robi to lepiej!
No i została wisienka na torcie. Wersje próbne gier, dzięki którym możemy przez pięć godzin pograć w wybrane nowości. Niby super – nie trzeba w ciemno wydawać 300 zł na pełną wersję gry. Tylko dlaczego ta funkcja dostępna jest wyłącznie dla osób, które i tak zostawiają Sony najwięcej kasy w ramach abonamentu? Czy naprawdę to oni powinni być tutaj targetem?


Oczywiście mógłbym jeszcze dodać, że te same gry w Game Passie pewnie pojawiłyby się w dniu premiery bez żadnych ograniczeń, ale trochę to już nudne, prawda?

Dla graczy? Nie, dla udziałowców


Jak pewnie łatwo się domyślić po lekturze tych przemyśleń, jestem nowym PlayStation Plus mocno zawiedziony. To nie jest oferta przygotowana „for the players”. To oferta, która opłaca się wyłącznie Sony: wdrożona stosunkowo niskim kosztem, a gwarantująca dodatkowy zastrzyk gotówki i zainteresowanie mediów. W rocznym sprawozdaniu finansowym sukces murowany!
Ale jako gracz jestem rozczarowany. Bo wiecie, w próżni to wszystko nie wygląda źle: jest spory katalog gier dostępnych od ręki, jest streaming, są wersje próbne… czego chcieć więcej? Ano tego, żeby to wszystko było zrobione na poziomie, do którego przyzwyczaiła nas konkurencja. Jeśli za nowe PlayStation Plus mam płacić jak za Game Passa, to chcę katalog równie dobrych jakościowo tytułów. Chcę streamingu, który poziomem dotrzyma poziomu przynajmniej Stadii i będę mógł z niego skorzystać tam, gdzie normalnie nie mam do swoich gier dostępu. No i chcę katalogu klasyków, który jakością dorówna przynajmniej temu z Nintendo Switch Online – bez fajerwerków, ale za to z jakimkolwiek poszanowaniem fanów, którzy interesują się historią marki.
A co dostałem? Dowód na to, że Sony może i nadal robi dobre konsole, ale z realiami współczesnego rynku ma coraz bardziej na bakier.
Na całe szczęście mamy alterantywy. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na ich temat, koniecznie sprawdźcie nasze porównanie usług subskrypcji gier, które niebawem pojawi się na łamach Telepolis!
 
 

Darmowe Wi-Fi w pociągach na Litwie. Warunkiem obejrzenie zdjęć z wojny w Ukrainie

24.06.2022 13:48

Kilka dni temu Litwa zaczęła blokować część ruchu towarowego między Rosją a Kaliningradem. Przewozy pasażerskie funkcjonują jednak w normalny sposób i nadal bardzo dużo Rosjan korzysta z pociągów jadących do Kaliningradu przez Litwę. Teraz Litwini zaoferowali darmowe Wi-Fi w pociągach pod warunkiem, że najpierw zobaczy się zdjęcia z ''dokonaniami'' Rosjan w Ukrainie.

Źródło: wiadomosci.wp.pl

Mediatek zapowiada układ Dimensity 9000+. Qualcomm ma się czego bać

22.06.2022 8:51


MediaTek Dimensity 9000+ zapowiedź
MediaTek ogłosił wprowadzenie na rynek nowego układu SoC. Dimensity 9000+ to bezpośredni konkurent Snapdragona 8+ Gen 1, produkowany w technologii 4 nm.
MediaTek Dimensity 9000+ to ulepszona wersja wprowadzonego jesienią 2021 roku układu Dimensity 9000. Nowy SoC będzie wytwarzany w procesie litograficznym 4 nm i zawiera ośmiordzeniowy procesor (CPU). W stosunku do poprzednika wzrosła częstotliwość taktowania najwydajniejszego rdzenia Cortex-X2 z 3,05 GHz do 3,2 GHz. W komplecie są też trzy rdzenie Cortex-A710 2,85 GHz oraz cztery Cortex-A510 1,8 GHz. Wzmocnieniu uległ również procesor graficzny (GPU) Mali-G710 MC10.
 
 
Tajwański producent chwali się, że Dimensity 9000+ w porównaniu z Dimensity 9000 ma o 5% wydajniejszy procesor oraz o 10% wydajniejszą grafikę. W nowym układzie wprowadzono również ulepszenia w przetwarzaniu sygnału obrazu oraz modemie 5G.
Opierając się na sukcesie naszego pierwszego flagowego chipsetu 5G, DImenisty 9000+ zapewnia, że producenci urządzeń zawsze mają dostęp do najbardziej zaawansowanych funkcji o wysokiej wydajności i najnowszych technologii mobilnych, dzięki czemu ich smartfony z najwyższej półki mogą się wyróżnić. 

– powiedział Dr Yenchi Lee z MediaTeka
MediaTek Imagiq 790 obsługuje 18-bitowe przechwytywanie wideo HDR z trzech kamer jednocześnie oraz zdjęcia do 320 Mpix. Szybkość przetwarzania danych sięga 9 gigapikseli na sekundę. Jest tu też wsparcie dla wideo 4K HDR z redukcją szumów AI. Modem 5G osiąga wzrost prędkości łącza w dół do 7 Gb/s przy użyciu agregacji 3CC. Na pokładzie jest też Wi-Fi 6E, Bluetooth 5.3 i MiraVision 790 firmy MediaTek do obsługi wyświetlaczy WDHD+ z częstotliwością odświeżania 144 Hz lub 180 Hz w FullHD.

Dostępność


MediaTek poinformował, że pierwsze smartfony napędzane układem Dimensity 9000+ pojawią się w trzecim kwartale 2022 roku.
 
 

Źródło: www.telepolis.pl

Motorola składa tablet ze staroci. Nadchodzi Moto Tab G62

20.06.2022 19:29


Moto Tab G70
Motorola przygotowuje się do wprowadzenia na rynek nowego tabletu Moto Tab G62. Urządzenie będzie dość zadziwiającym połączeniem nowego Androida ze starymi komponentami.
Kilka miesięcy temu Motorola zaprezentowała tablet średniej klasy Moto Tab G70, a teraz ma w przygotowaniu model z niższym oznaczeniem numerycznym – Moto Tab G62. Nie wróży to najlepiej, jeżeli chodzi o osiągi i częściowo potwierdzają to dane z konsoli Google Play, gdzie odkryte zostały niektóre dane Moto Tab G62.
Z informacji tych wynika, że powstaną dwa warianty tabletu Moto Tab G62 o symbolach XT2261-1 oraz XT2261-2. Pierwszy z nich to model tylko Wi-Fi, drugi natomiast ma wbudowany modem 4G.
Konsola ujawniła też zastosowane układy i tu niestety sytuacja wygląda niezbyt zachęcająco. Model Wi-Fi otrzymał Snapdragona 678, natomiast wariant z 4G napędzany jest przez Snapdragona 665. To dość stare chipy, które mają już dobre trzy lata i trudno oczekiwać po nich wydajności. Dla porównania ta druga jednostka znalazła się w smartfonach z serii Moto G8, o których dziś już nikt nie pamięta.  
Pracę procesora w Moto Tab G62 wspierać będzie 4 GB pamięci RAM. Wielkości pamięci wewnętrznej nie podano, ale przez analogię do Moto Taba G70 należy przypuszczać, że będzie to 64 GB.

Źródło: www.telepolis.pl

Realme C30 zaprezentowany. To nowy budżetowiec marki

20.06.2022 14:02


Realme C30 premiera nowy budżetowiec
Realme C30 to nowy, budżetowy smartfon tej marki. Na pokładzie znalazł się układ Unisoc, 2 lub 3 GB RAM-u i baterię o pojemności 5000 mAh.
Realme C30 to urządzenie o wymiarach 164,1 x 75,6 x 8,5 mm i masie 182 g, wyposażone w 6,5-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 720 x 1600 pikseli. Ekran ma w górnej części małe wcięcie, mieszczące obiektyw przedniego aparatu fotograficznego o rozdzielczości 5 Mpix (f/2.2). z tyłu z kolei znajduje się pojedynczy aparat o rozdzielczości 8 Mpix (f/2.0).
 
 
Nowy smartfon marki Realme jest napędzany układem Unisoc T612, współpracującym z 2 lub 3 GB RAM-u i 32 GB pamięci masowej. Tę ostatnią można rozszerzyć za pomocą kart pamięci microSD nawet o dodatkowy 1 TB przestrzeni na dane. Realme C30 oferuje łączność LTE (z VoLTE), Wi-Fi 5 oraz Bluetooth 5.0. Całość jest zasilana akumulatorem o pojemności 5000 mAh i pracuje pod kontrolą systemu Android 11 z interfejsem Realme UI Go Edition.
Realme UI Go Edition

Dostępność i cena


Realme C30 w trzech kolorach (lake Blue, Bamboo Green oraz Denim Black) ma być dostępny w Indiach od 27 czerwca 2022 roku. Wariant 2/32 GB został wyceniony na 7499 rupii (427 zł), natomiast za wersję 3/32 GB trzeba będzie zapłacić 8299 rupii (472 zł).
Realme C30 zielony
 
 

Źródło: www.telepolis.pl

reklama